Wstęp z "Geometrii Fibonacciego. Nowe ujęcie".

Fragment w formacie pliku pdf jest dostępny tutaj. Poniżej został zamieszczony tekst bez grafik.

“Moja pierwsza książka, Geometria Fibonacciego wydana w 2006 roku, odniosła ogromny sukces. Nie spodziewałem się, że stosunkowo skomplikowany proces wyznaczania strefy wsparć i oporów – a także wymagający dużego doświadczenia analitycznego sposób identyfikacji układów harmonicznych ABCD i XABCD – okaże się podstawą systemów transakcyjnych dla ogromnej rzeszy inwestorów operujących na różnych rynkach finansowych. Liczne szkolenia, jakie przeprowadziłem po ukazaniu się Geometrii Fibonacciego, uświadomiły mi, że zainteresowanie tymi technikami jest doprawdy przeogromne, a książka doskonale wypełnia lukę edukacyjną w zakresie zaawansowanych metod analitycznych bazujących na współczynnikach Fibonacciego. Dzięki niej aktywni traderzy mogli także włączyć się w światowy nurt rozwoju metod transakcyjnych, których podstawą jest klejnot geometrii: 0.618 i 1.618, czyli współczynniki wywodzące się bezpośrednio z ciągu liczb Fibonacciego. W moim przekonaniu jest to najdynamiczniej rozwijający się obecnie dział szeroko rozumianej analizy technicznej.

Interesującą kwestią pozostaje na pewno to, że do dziś Geometria Fibonacciego jest przez wielu doświadczonych traderów uważana za lekturę obowiązkową. Jestem przekonany, że pozycja, którą Państwo trzymają w ręku, również stanie się źródłem wielu inspiracji i szybko zyska miano wartościowego przewodnika po stosunkowo skomplikowanym świecie rynków finansowych. Z pewnością warto ją uważnie przeczytać, a opisane metody analityczne stosować w codziennej pracy z wykresami.

Co zmieniło się w nowej książce w stosunku do Geometrii Fibonacciego z 2006 roku?

Jest to niewątpliwie ważna kwestia, która wymaga gruntownego przeanalizowania i omówienia. Jakkolwiek metody analityczne opisane w mojej pierwszej książce nadal nieźle spełniają swoją rolę, to nie da się ukryć, że pod wieloma względami udoskonaliłem je w jeszcze większym stopniu. Przykładowo: nieco inaczej podchodzę obecnie do opisu struktur harmonicznych ABCD i XABCD. Pewne zmiany nastąpiły również w sposobie stosowania techniki grupowania zniesień Fibonacciego, za której pomocą wzmacniam węzły cenowe opisane na bazie powyższych układów. Tym samym nieco inaczej wyznaczam newralgiczne rejony cenowe (wsparcia i opory) na wykresach płynnych walorów. Nie są to może jakieś zasadnicze zmiany, ale jestem przekonany, że to udoskonalone podejście analityczne odznacza się jeszcze większą skutecznością i efektywnością.

Nie ma w tym nic dziwnego, że nawet nieźle działające podejście transakcyjne jest ulepszane i podlega pewnym modyfikacjom. To całkowicie naturalny proces, odzwierciedlający także pewne zmiany zachodzące w sposobie funkcjonowania rynków. Obecnie zdecydowanie dominują tak zwane automaty (czyli automatyczne systemy transakcyjne), co w jakimś stopniu determinuje sposób zawierania transakcji. To z kolei wpływa na obserwowane i analizowane przez nas wykresy, które są przecież zapisem realnych zmagań popytu z podażą.

Moje obecne podejście to również ukłon w stronę klasycznej analizy technicznej. Tutaj zaszły chyba największe zmiany. Od kilku już lat propaguję bowiem łączenie technik Fibonacciego z podejściem klasycznym. Uzyskiwane przeze mnie rezultaty (nadal jestem aktywnym analitykiem technicznym przygotowującym i publikującym codziennie sporo różnych opracowań) świadczą o ogromnej skuteczności takiego właśnie sposobu identyfikacji potencjalnie istotnych rejonów cenowych na wykresach różnych instrumentów finansowych. W książce z 2006 roku wątek ten został całkowicie pominięty, natomiast w niniejszej publikacji będzie wciąż eksponowany. Co więcej, udowodnię, że spektakularne efekty można osiągnąć również wtedy, gdy połączymy analizę formacji harmonicznych z elliottowskimi strukturami pięciofalowymi (czyli pośrednio również z nurtem klasycznej AT). W moim przekonaniu uzyskiwany w ten sposób „obraz techniczny” zyskuje jeszcze bardziej na wartości. Jest bowiem zdecydowanie pełniejszy i z założenia cechuje się większym poziomem wiarygodności. Dość powiedzieć, że układy elliottowskie, analogicznie do struktur ABCD czy też XABCD, możemy opisywać również za pomocą współczynników Fibonacciego. Innowacyjne podejście, które zaproponuję, będzie swego rodzaju pomostem łączącym harmoniczne układy korekcyjne z pięciofalowymi strukturami cenowymi wywodzącymi się z teorii Elliotta. Jeśli dodatkowo zaczniemy obserwować różne skale czasowe (koncepcja wielowymiarowości), generowane wskazania zaczną siłą rzeczy przekonywać nawet największych sceptyków. Bez wątpienia bowiem harmoniczna teoria rynków ujawnia w pełni swoje niezaprzeczalne zalety, gdy jesteśmy w stanie obserwować wykresy w sposób wielowymiarowy.

Kolejną ważną kwestią jest wielkie odkrycie dokonane przez Jima Kane’a – znakomitego amerykańskiego tradera i autora kilkunastu pozycji odnoszących się do technik Fibonacciego1 – które zyskuje coraz większe uznanie. O jakie odkrycie chodzi? Kane jest autorem wielu interesujących spostrzeżeń2, a jego współczynniki: 0.886 i 1.128 według mnie zrewolucjonizowały harmoniczną teorię rynków. Okazało się bowiem, że spełniają one również doniosłą rolę w opisie układów XABCD. Zauważył to także inny legendarny trader Scott Carney, który zamieścił takie właśnie, nieco zmodyfikowane formacje harmoniczne w swojej ostatniej książce3. Ja także poszedłem tym tropem (chyba jeszcze dalej) i skoncentrowałem się na dogłębnej analizie formacji cenowych bazujących na współczynnikach 0.886 i 1.128. Korzystając ze swoich wieloletnich badań i obserwacji, wprowadziłem kilka interesujących modyfikacji klasycznych układów harmonicznych, dzięki czemu moje podejście zyskało na uniwersalności, a stosowanie technik Fibonacciego stało się skuteczniejsze w wielu sytuacjach rynkowych.

Co więcej, chyba jako pierwszy analityk wprowadziłem i zaproponowałem kilka ciekawych strategii transakcyjnych bazujących na zmodyfikowanych układach harmonicznych. Ich skuteczność ocenią Państwo sami, ale moim zdaniem jest to bardzo interesujące podejście. Ma ono bowiem ogromny potencjał i stwarza wręcz nieograniczone możliwości wprowadzania kolejnych założeń i parametrów. Właściwie już tylko od naszej kreatywności będzie zależało to, w jaki sposób zaimplementujemy strefy cenowe Fibonacciego do konkretnych strategii transakcyjnych. A zatem potencjał jest tutaj naprawdę ogromny. Strategie transakcyjne bazujące na ściśle określonych i zdefiniowanych strefach Fibonacciego to kolejny innowacyjny element mojej publikacji.

Takich nowych elementów znajduje się tu jednak więcej, dlatego zachęcam Czytelników do uważnego i wielokrotnego przestudiowania efektów moich wieloletnich badań i obserwacji. Ogromnym atutem książki są niewątpliwie kolorowe wykresy sporządzone w programie FIBOTRADER, które z pewnością ułatwią proces przyswajania materiału.

Nim jednak przejdziemy do konkretów – jeszcze jedna uwaga, mająca wręcz fundamentalne znaczenie. Chodzi oczywiście o kwestie terminologiczne dotyczące określenia „współczynniki Fibonacciego”. Warto bowiem podkreślić, że bazą dla wszelkich metod i technik analitycznych będą pewne wartości wywodzące się bezpośrednio z ciągu liczb Fibonacciego lub uzyskane na podstawie różnych działań matematycznych przeprowadzanych na tych „właściwych” współczynnikach, czyli Phi (1.618) lub phi (0.618). Nie ulega wątpliwości, że autentycznymi współczynnikami Fibonacciego są właśnie Phi i phi. Można w łatwy sposób uzyskać ich przybliżone wartości, dokonując prostych operacji matematycznych na liczbach ciągu Fibonacciego: 1, 1, 2, 3, 5, 8, 13, 21, 34, 55, 89, 144, 233, 377… bądź stosując odpowiedni wzór wyliczenie wartości Phi (wzór jest podany w oryginale książki).

Fenomenalnym odkryciem okazały się proste działania matematyczne wykonywane na Phi i phi (tabela 1; tabela jest zamieszczona w oryginale książki). W ich wyniku (potęgowanie 0.618 i 1.618) jesteśmy bowiem w stanie uzyskiwać konkretne wartości (dodatkowe współczynniki) przydatne i pomocne w analizie ruchów cenowych, a przede wszystkim w określaniu zależności występujących pomiędzy różnymi podfalami danego ruchu trendowego. Autorem tego genialnego odkrycia jest również Jim Kane, choć dla porządku należy tutaj dodać, że już wcześniej (w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku) zaczęto eksperymentować na współczynnikach 0.618 i 1.6184.

Jak pisałem wcześniej, współczynniki 0.886 i 1.128 należą z pewnością do najbardziej rozpoznawalnych odkryć Jima Kane’a. Stały się bowiem trzonem współczesnej analizy technicznej i są obecnie w powszechnym użytku. Podobną opinię musimy jednak także sformułować w odniesieniu do wartości 0.685 i 1.460, również wprowadzonych do świata tradingu przez Kane’a. Co prawda uzyskuje się je w nieco odmienny sposób5, ale nie ulega wątpliwości, że za pomocą wymienionych współczynników można w obiektywny sposób określać liczne zależności występujące pomiędzy ruchami cenowymi na płynnych walorach.

Skuteczność współczynników Fibonacciego jest prawdziwym fenomenem, umożliwiają one bowiem odnajdywanie zależności matematycznych kryjących się w różnych sekwencjach ruchów cenowych, stając się tym samym swoistego rodzaju kodem pozwalającym odczytywać przyszłe zamiary inwestorów. Jakkolwiek wyniośle by to zabrzmiało, na obecnym etapie rozwoju harmonicznej teorii rynków nikt raczej nie próbuje już obalać tezy o możliwości opisywania pewnych zdarzeń rynkowych przy użyciu współczynników Fibonacciego. Podobnie zresztą nikt rozsądny nie będzie zaprzeczał, że liczne zjawiska występujące w przyrodzie możemy identyfikować i badać za pomocą na przykład Phi (1.618) bądź phi (0.618) lub po prostu ciągu liczb Fibonacciego. Jest to oczywiście niezwykle frapujące zagadnienie, które znalazło już swoje odzwierciedlenie w licznych publikacjach naukowych z dziedziny fizyki, biologii, medycyny, chemii, astronomii, architektury i innych. Tak szerokie zastosowanie współczynników Fibonacciego w zjawiskach przyrodniczych jest z pewnością czymś niezwykłym i jeszcze nie do końca wyjaśnionym. Nie wiemy również, dlaczego na przykład zastosowanie złotego podziału w fotografii czy też architekturze, malarstwie, muzyce ewidentnie wpływa pozytywnie na nasze doznania estetyczne. Nie wdając się zbytnio w szczegóły, można stwierdzić, że najwyraźniej rządzą tutaj jakieś prawa naturalne. Podobne prawa występują także na rynkach finansowych, bowiem powtarzalność pewnych zjawisk wyrażających się w konkretnych układach harmonicznych jest czymś obiektywnie stwierdzonym i tym samym niedającym się zakwestionować. Jeśli wiemy, w jaki sposób badać i identyfikować wspomniane zjawiska, automatycznie uzyskujemy niezwykle użyteczną wiedzę, pozwalającą w sposób systematyczny zarabiać pieniądze na rynkach finansowych.

Zanim jednak zaczniemy korzystać w praktyczny sposób z tej wiedzy, powróćmy raz jeszcze do zagadnień terminologicznych. Ustaliliśmy już, że autentycznymi współczynnikami Fibonacciego są: Phi (1.618) i phi (0.618). Z kolei wartości przedstawione w tabeli uzyskaliśmy w prosty sposób, przeprowadzając działania matematyczne na obu tych parametrach. Nie są to zatem współczynniki wywodzące się bezpośrednio z ciągu liczb Fibonacciego, ale mimo to w dalszej części opracowania będę je określał mianem współczynników Fibonacciego. Jest to bowiem dość powszechna praktyka, stosowana zwyczajowo w literaturze przedmiotu. Zresztą obiektywnie muszę stwierdzić, że analizując niektóre walory, zdecydowanie częściej wykorzystuję na przykład współczynnik 0.685 niż ten wywodzący się bezpośrednio z ciągu 0.618. Nie można zatem stwierdzić, że wartości wyeksponowane w tabeli 1 mają mniejsze znaczenie niż autentyczne współczynniki Fibonacciego. Z drugiej jednak strony zawęziłem nieco wachlarz współczynników stosowanych w swojej codziennej praktyce analitycznej. Oczywiście nawiązuję tutaj do ogromnej palety współczynników wyeksponowanych w mojej książce z 2006 roku. W rozdziale 1, omawiając konkretne techniki analityczne, wyróżnię te wartości, z których najczęściej korzystam, traktując je zarazem priorytetowo.

Kluczowym wątkiem publikacji będzie także kwestia hierarchizacji stref cenowych Fibonacciego korespondująca bezpośrednio z doborem odpowiednich współczynników. Ten niezwykle ważny wątek zostanie również wykorzystany w momencie omawiania konkretnych strategii inwestycyjnych.

Udowodnię również, że zanegowanie ściśle określonego węzła cenowego Fibonacciego będzie zazwyczaj miało swoje konkretne implikacje. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że poznanie tych implikacji – czyli, inaczej mówiąc, określonych schematów zachowań rynku wynikających z przełamania danego obszaru cenowego – może znaleźć praktyczne zastosowanie w realnym handlu.
Po raz pierwszy wprowadzę również wątek dotyczący wolumenu obrotu analizowanego w kontekście określonych węzłów cenowych Fibonacciego. Za pomocą użytecznych, jak sądzę, diagramów omówię tę kwestię niezwykle dokładnie, przedstawiając konkretne wskazówki transakcyjne.

Na koniec wprowadzenia dodam jeszcze krótką wzmiankę dotyczącą ostatniego rozdziału publikacji. Zawieranie transakcji bez stosowania zleceń zabezpieczających można porównać do jazdy samochodem rajdowym, w którym nagle popsuły się hamulce. Konsekwencji takiej sytuacji oczywiście nie trzeba tłumaczyć. Na rynku takimi „hamulcami” są właśnie odpowiednio umieszczane zlecenia zabezpieczające. Problem polega jednak na tym, że zazwyczaj nie do końca wiadomo, jak je poprawnie ustawiać. W ostatnim rozdziale przedstawię pewną propozycję umieszczania zleceń obronnych, które będą podążały za bieżącymi wydarzeniami rynkowymi. Ponieważ mam spore zaufanie do zaprezentowanej metodologii, postanowiłem podzielić się tą wiedzą, eksponując przy okazji wszystkie najistotniejsze kwestie związane z harmoniczną teorią rynków. Będzie to zatem podsumowanie wcześniejszych rozważań, z wplecionym wątkiem dotyczącym skutecznego ustawiania tak zwanych stopów ruchomych.

Jestem przekonany, że wiedza przedstawiona w tej książce przyda się wszystkim w codziennych zmaganiach rynkowych, stanowiąc zarazem intelektualną bazę dla poszukiwania własnych narzędzi technicznych opierających się na współczynnikach Fibonacciego i klasycznej analizie technicznej.”

 

Rozdział 2, Zniesienia zewnętrzne, str. 33 - 39

Fragment w formacie pliku pdf jest dostępny tutaj. Poniżej został zamieszczony tekst bez przypisów.

O ile zniesienia wewnętrzne są powszechnie znane i stosowane przez różne szkoły analizy technicznej, o tyle nie można już tego powiedzieć o zniesieniach zewnętrznych. Niemniej jednak omawiana w tym rozdziale technika analityczna staje się powoli coraz bardziej doceniana i wykorzystywana w różnych strategiach transakcyjnych. Podobnie jak w przypadku zniesień wewnętrznych stosuje się ją do opisu układów harmonicznych. Na przykład dla zewnętrznych formacji XABCD uzyskany w ten sposób pułap cenowy niejako z założenia jest traktowany priorytetowo1. Wymieńmy dla porządku współczynniki stosowane w omawianej metodzie analitycznej:

1.13, 1.272, 1.382, 1.46, 1.5, 1.618, 2.0, 2.236, 2.618, 3.14, 3.618, 4.236

1.2.1Wykres 2.1

1.2.2Wykres 2.2

Aby zrozumieć ideę zniesień zewnętrznych, spójrzmy na wykres 2.1. Nie ulega wątpliwości, że mamy tutaj do czynienia ze znanym nam już zniesieniem wewnętrznym. Jak widać, analizowany walor ma problem z przedostaniem się ponad pułap cenowy wytyczony na bazie 88.6% (doszło jedynie do jego krótkotrwałego naruszenia). Podstawowe pytanie, które w tej chwili chciałbym zadać, brzmi następująco: gdyby eurodolar znalazł się ponad ostatnim szczytem, to czy nadal moglibyśmy wykorzystywać falę spadkową (czerwona przerywana linia) jako punkt odniesienia do wyznaczania zniesień? Odpowiedź jest twierdząca, aczkolwiek należy zaznaczyć, że poziomy oporu byłyby określane przez wartości przekraczające 100%, czyli te, które wcześniej zaproponowałem.

Z wykresu 2.2 wynika, że kupującym udało się w końcu przedrzeć ponad poziom zniesienia wewnętrznego 88.6%, ale niemiła niespodzianka spotkała ich w rejonie zniesienia 113%. Doszło tutaj bowiem do silnego wzrostu aktywności podaży. W efekcie na wykresie uformował się czarny korpus z długim górnym cieniem. Trudno się jednak dziwić, skoro w rejonie wspomnianego zniesienia 113% wypadają projekcje prospadkowej, symetrycznej formacji XABCD. Warto podkreślić, nie wchodząc na razie w szczegóły, że jest to jedna z najsilniejszych i najbardziej skutecznych formacji technicznych.

Powróćmy jednak do naszego zniesienia 113%. Zostało ono wyznaczone w niezwykle prosty sposób. Zakres fali XA został pomnożony przez współczynnik 1.13, a uzyskana wartość dodana do punktu A. Otrzymaliśmy w ten sposób pułap cenowy 1.4004. Jak nadmieniałem, w okolicy zniesienia 113% wypadają także inne projekcje skonstruowane na bazie opisu symetrycznej (czyli spełniającej warunek AB = CD) formacji XABCD, ale o sposobach ich wyznaczania będzie mowa nieco później.

Czytelnicy moich komentarzy analitycznych z pewnością wiedzą, że przywiązuję ogromną wagę do współczynnika 1.13 (podobnie zresztą jak do jego odwrotności, czyli 0.886). Dlaczego jednak te wartości są dla mnie tak istotne? Wyjaśnienie jest bardzo logiczne. Pomiędzy sąsiadującymi ze sobą ruchami cenowymi istnieją często zależności matematyczne, które w obiektywny sposób dają się po prostu wyrazić za pomocą współczynników 0.886 i 1.13. Nie ma tutaj żadnej magii, tylko czysta matematyka. Taka jest natura rynków, że wyeksponowane przed momentem wartości są respektowane i odgrywają niezwykle istotną i użyteczną rolę. Można zaprezentować liczne dowody potwierdzające tę ciekawą właściwość występującą na płynnych rynkach. Zresztą daleko nie musimy szukać. Proszę dokładnie przeanalizować pod tym kątem wykres 2.2. Na wypadek problemów z dostrzeżeniem omawianych zależności załączam wykres z naniesionymi projekcjami (wykres 2.3).

Jak widać, we wszystkich przypadkach lokalne punkty zwrotne wypadły w okolicy zniesienia 113% bazowej, zaznaczonej czerwoną przerywaną linią, fali spadkowej. Zapewniam, że nie są to jedynie dobrze wyglądające przykłady dobrane w inteligentny sposób na potrzeby niniejszej publikacji. Fenomen związany ze zniesieniem 113% istnieje naprawdę i bez wątpienia należy zdawać sobie sprawę z tej okoliczności. Warto także dodać, że zniesienia 0.886 i 1.13 odgrywają niezwykle doniosłą rolę w układach harmonicznych ABCD i XABCD. Są to stosunkowo nowe odkrycia, które zademonstruję i szczegółowo opiszę w kolejnych rozdziałach.

Za pomocą zniesień zewnętrznych, podobnie jak to miało miejsce ze zniesieniami wewnętrznymi, możemy także wzmacniać węzły cenowe Fibonacciego uzyskane na przykład z opisu układów harmonicznych. Kontynuując przykład z eurodolarem, zobaczmy, w jak interesujący sposób można było wzmocnić węzeł utworzony z projekcji symetrycznego układu XABCD (wykres 2.4).

Żółty prostokąt to wąski korytarz cenowy, w którym grupują się projekcje znanego nam już układu harmonicznego (na razie nie zaprzątajmy sobie głowy zagadnieniem związanym z opisywaniem formacji XABCD). To, o czym warto wspomnieć, dotyczy dwóch zniesień zewnętrznych 127.2%, które wypadają w rejonie żółtego prostokąta i tym samym wzmacniają zaporę podażową Fibonacciego. Wydaje mi się, że na obecnym etapie naszych rozważań nie powinno być już problemu z odpowiedzią na pytanie, w jaki sposób te zniesienia zostały wygenerowane.

Trudno się dziwić, że obóz niedźwiedzi uaktywnił się w rejonie żółtego prostokąta. Strefy posiadające tak silne wzmocnienie tworzą na wykresach trudne do sforsowania bariery cenowe. Próby ich przełamania często kończą się porażką strony atakującej. Dlatego w konstruowanych w ten sposób obszarach cenowych wypadają niejednokrotnie istotne punkty zwrotne.

Kolejne dwa przykłady (wykresy 2.5 i 2.6) ilustrują ważne zagadnienie związane z łączeniem zniesień zewnętrznych ze zniesieniami wewnętrznymi. Jest to powszechna praktyka, wykorzystywana przeze mnie bardzo często. Potraktujemy ten temat jako wprowadzenie do grupowania zniesień Fibonacciego, które dokładnie omówię w dalszej części publikacji.

1.2.3Wykres 2.3

1.2.4Wykres 2.4

1.2.5Wykres 2.5

1.2.6Wykres 2.6

1.2.7Wykres 2.7

Wykres 2.7 raz jeszcze obrazuje sporą przydatność zniesienia 113% w codziennej pracy z wykresem. W ramach samodzielnych ćwiczeń warto spróbować wzmocnić pułap cenowy wytyczony na bazie 113% kolejnymi zniesieniami zewnętrznymi (niebieskie linie oznaczają interesujące nas impulsy cenowe). Tego typu strefa cenowa, jeśli istniałyby wzmocnienia skonstruowane na bazie zniesień zewnętrznych, charakteryzuje się już nieco większym poziomem wiarygodności. Można byłoby zatem próbować wykorzystać ją w jakiejś strategii transakcyjnej, ale jest to temat, który rozwinę w dalszej części książki.